Wakacje w Beskidach

Po raz kolejny wakacje spędziliśmy w pięknych Beskidach, tym razem w miejscowości Jaszczurowa, nad Jeziorem Mucharskim. Odpoczywaliśmy tu aktywnie, jeżdżąc rowerem, chodząc po okolicznych górach, zwiedzając wyjątkowe miejsca oraz delektując się spokojem i brakiem turystów. Były momenty, że przychodziła mi do głowy myśl: „Gdzie są ludzie? Czy tylko my tu mamy wakacje?”, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Bliskość natury, czyste powietrze i malownicze tereny to przepis na idealne wakacje. Pogoda była świetna, humory dopisały, zwiedziliśmy wszystko, co mieliśmy zaplanowane, a wspomnienie codziennego śniadania zawieszonego na klamce w apartamencie w Jaszczurowej będzie nam towarzyszyć bardzo długo. Szymon po paru dniach nas opuścił i udał się na wyczekany obóz rowerowy Dirt It More w Szczyrku, a my wykorzystaliśmy ten czas na zwiedzanie i wędrówki.

Babia Góra
Zaczęliśmy na grubo, bo w pierwszy dzień po przyjeździe mieliśmy zaplanowany atak na Diablaka. Pogoda przypieczętowała te plany, bo dzień zapowiadał się bez kaprysów, czyli chmur, deszczu czy wiatru.
Wędrówka na Babią Górę (1725 m n.p.m.) z Przełęczy Krowiarki w ciepły lipcowy dzień to jedna z najpiękniejszych i najbardziej satysfakcjonujących tras w polskich Beskidach, dodatkowo był to mój kolejny szczyt do Korony Gór Polski. Ścieżka czerwonego szlaku zaczęła się spokojnie, choć mocno pod górkę, prowadząc przez las bukowo-świerkowy. Rankiem powietrze pachniało żywicą i zroszoną trawą. W cieniu drzew panował przyjemny chłód, ale promienie słońca już prześwitywały przez liście, dając o sobie znać.
Po stromym podejściu doszliśmy do Sokolicy (1367 m n.p.m.) – pierwszego punktu widokowego. Roztaczała się stamtąd wspaniała panorama: morze zielonych wzgórz i dolin, a także pasma Gorców i Beskidu Wyspowego. Słońce już mocno grzało i wiedzieliśmy, że będzie jeszcze goręcej. To było ostatnie miejsce, gdzie mogliśmy ukryć się w cieniu, ponieważ roślinność stawała się coraz niższa – lasy ustępują tu kosodrzewinie, pojawiają się kamienne płyty i rumowiska. Szlak prowadził nas dalej grzbietem przez Kępę (1521 m) i Gówniak (1617 m). Powietrze robiło się gorące, lekki górski wiatr chłodził skronie, ale bardzo sporadycznie. Pogoda na szlaku nie była kapryśna i skąpiła wiatru. Kilka razy myśleliśmy, że szczyt już jest blisko, ale myliliśmy się. Gdy po paru takich złudzeniach dotarliśmy w końcu na Diablaka, słońce paliło niemiłosiernie. Panorama była wspaniała, ale skwar, zmęczenie, zero cienia i muchy odebrały nam ochotę na spędzenie tu dłuższej chwili. Szybkie zdjęcia i ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę zachodnią ku Przełęczy Brona. Początkowy odcinek był najbardziej stromy – kamienista ścieżka prowadziła przez skalne rumowiska i odsłonięty teren, wymagający ostrożności. Z przełęczy schodziliśmy stromym, ale krótkim odcinkiem niebieskiego szlaku w dół. Ścieżka wiodła przez gęsty las, w cieniu i chłodzie. Marzyliśmy tylko o tym, by dotrzeć do schroniska na Markowych Szczawianach. Gdy byliśmy już na miejscu, zamówiliśmy jedzenie i odpoczywaliśmy ponad godzinę, by zebrać siły na powrót. Czuliśmy się już mocno zmęczeni, ale wiedzieliśmy, że przed nami łagodne zejście. Niebieski szlak bowiem to leśna, szeroka ścieżka, prowadząca przez bukowo-świerkowy las, z fragmentami drewnianych kładek i mostków. Trasa była przyjemna, mało męcząca, idealna na spokojny finisz. Po przejściu 14 kilometrów z przewyższeniem około 800 m, wykończeni, spaleni słońcem, ale szczęśliwi wróciliśmy do Jaszczurowej.

Żywiecki Park Etnograficzny

To muzeum typu skansenowego, odwzorowujące układ urbanistyczny oraz zabudowę wsi Beskidu Żywieckiego. Na jego teren translokowano już 17 zabytkowych obiektów architektury, głównie drewnianej. Na spacer po tym wyjątkowym miejscu wybraliśmy się podczas pochmurnego dnia, by nie tracić wakacyjnych chwil i jednocześnie dowiedzieć się, jaki kiedyś wyglądała tradycyjna wieś regionu Beskidów. Podczas spaceru po skansenie mogliśmy podziwiać: budynek szkoły z Rychwałdu z 1900 r., XIX-wieczny spichlerz z Suchej Beskidzkiej, kompletną zagrodę chłopską (dom mieszkalny pochodzący z 1895 r.), na której swoje piętno odcisnęły działania ostatniej wojny, z Rychwałdu, kuźnię z początku XX w. ze Ślemienia, chatę bogatego chłopa z Łękawicy z 1911 r., chałupę z 1901 r. wzniesioną w stylu wołoskim, translokowaną z Kukowa, „chałupę zielarki” w XIX-wiecznym budynku, pochodzącym z Korbielowa, chałupę ze Świnnej z unikatowymi detalami snycerskimi wykonanymi w stylu alpejsko-tyrolskim (zapożyczenie stylistyki, która dotarła na ten teren za pośrednictwem właścicieli Żywiecczyzny – Habsburgów), małomiasteczkową aptekę w budynku z początku XX wieku, pochodzącym z Międzybrodzia Bialskiego.
Ponadto na terenie parku znajdują się dwie piwniczki – półziemianki oraz trzy studnie – każda o innym sposobie pobierania wody (jedna posiada żuraw). Całość uzupełniają przydrożne krzyże i kapliczki: kamienna, pochodząca z Gilowic oraz drewniana z rzeźbą autorstwa Józefa Hulki.
Wszystkie budynki w parku są autentyczne, czuć w nich zamkniętą historię – we wnętrzach zrekonstruowano wystrój oraz urządzono ekspozycje obrazujące wszelkie aspekty życia górali. Obejrzeliśmy park z zachwytem i ruszyliśmy dalej, by odkrywać beskidzkie klimaty.

Kalwaria Zebrzydowska i Lanckorona

Kolejnym punktem must see był dla nas Klasztor w Kalwarii Zebrzydowskiej, czyli miejsce o ogromnym znaczeniu kulturowym i religijnym, wpisane na listę UNESCO, gdzie wielokrotnie pielgrzymował papież Jan Paweł II. Założony w XVII wieku przez Mikołaja Zebrzydowskiego, kompleks klasztorny oo. Bernardynów składa się z bazyliki Matki Bożej Anielskiej oraz licznych kaplic i kościołów, rozlokowanych na malowniczych wzgórzach. Niestety nie mieliśmy na tyle czasu, bo wędrować po kalwaryjskich ścieżkach, ale bazylikę zwiedziliśmy z zapartym tchem. Jej barokowy wystrój, ołtarz główny, liczne kaplice, freski i obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej – otaczany wielką czcią i koronowany w 1887 r. zrobiły na nas niesamowite wrażenie. Ciekawostką jest, że Kalwaria Zebrzydowska była pierwszą taką kalwarią w Polsce, wzorowaną na Jerozolimie i dała początek dziesiątkom podobnym w Europie Środkowej. Na koniec dnia wyruszyliśmy do położonej niedaleko Lanckorony – urokliwej miejscowości, znanej z pięknie zachowanej zabudowy drewnianej. Odpuściliśmy sobie zwiedzanie ruin Zamku w Lanckoronie, ale nic straconego – może kiedyś jeszcze tu wrócimy. Spacer po rynku był dobrym pomysłem na złapanie oddechu na koniec dnia i powrót do Jaszczurowej.

Zawoja Mosorny Groń

Jeszcze przed wyjazdem na obóz Dirt It More Szymon zapragnął pojeździć po bikeparku na Mosornym Groniu, więc przystaliśmy na jego propozycję i wybraliśmy się do Zawoi. Gdy Szymon śmigał po trasach downhillowych, my pojechaliśmy na Halę Barankową. Podjazd był bardzo stromy, ale widoki wynagrodziły wysiłek, choć zabrakło pasących się owieczek. Byliśmy trochę zawiedzeni, ale pocieszająca okazała się wizyta w bacówce nieopodal hali. Tam udało się zobaczyć kilka owieczek i krów, które jedząc trawę i popijając wodę z wanny, podziwiały Babią Górę – co za życie! U beskidzkiego górala zakupiliśmy mnóstwo oscypków i bryndzę, zjedliśmy trochę na miejscu, a potem wyruszyliśmy na Mosorny Groń, by trochę tam poleniuchować. Wjechaliśmy wyciągiem, zjedliśmy z Szymonem obiad, weszliśmy na wieżę widokową i odpoczywaliśmy na leżakach, spoglądając na potężną Babią Górę i zastanawiając się: „Jak myśmy tam weszli?”.

Szczyrk

W tym roku miejscem obozu Dirt It More był właśnie Szczyrk, który stanowił bazę wypadową dla rowerowej ekipy, do której po raz kolejny należał Szymon. Korzystając z możliwości krótkiego pobytu w tym mieście, nie odmówiliśmy sobie przejażdżki wyciągami, spaceru na Skrzyczne i obiadu w najwyżej położonej restauracji w mieście – Start Skrzyczne 1257 m n.p.m. Następnie odstawiliśmy Szymona do XYZ Extreme You Zen, życząc mu dobrych zjazdów, wysokich lotów i powrotu w jednym, niepołamanym kawałku. Z pewnością wrócimy tu kiedyś na dłużej, bo Szczyrk i okolice mają wiele do zaoferowania.

Leskowiec i Groń Jana Pawła II

Leskowiec i Groń Jana Pawła II to dwa blisko położone szczyty w Beskidzie Małym, które przyciągają swoim urokiem i różnorodnością szlaków turystycznych. Wybraliśmy się na ten niezbyt wymagający wypad w dość pochmurny dzień. Dobrze, że zrezygnowaliśmy z pokonania go rowerem, bo byłoby ciężko, ale piechotą było bardzo przyjemnie. Leskowiec, wznoszący się na wysokość 922 metrów n.p.m., oferuje szerokie panoramy na Beskidy, Tatry, Gorce, Beskid Wyspowy i Makowski. Natomiast Groń Jana Pawła II o wysokości 890 metrów n.p.m. jest miejscem kultu religijnego z kaplicą poświęconą papieżowi Janowi Pawłowi II. To miejsce często odwiedzane przez pielgrzymów i turystów. Dotarliśmy na szczyt łagodnym Szlakiem Białych Serc, ale o widokach mogliśmy zapomnieć, bo było pochmurno i mgliście. Nie narzekaliśmy, bo byliśmy na szlaku praktycznie sami, nie licząc dwóch napotkanych osób. Radar pogodowy sprawdził się co do minuty i ogromną ulewę przeczekaliśmy w schronisku, by po godzinie przemknąć w okienku pogodowym do samochodu. Resztę dnia spędziliśmy spacerując po Jaszczurowej.

Wadowice

Tu wszystko się zaczęło! Nasze wakacje też, bo gdy tylko zostawiliśmy bagaże w Jaszczurowej, pognaliśmy do Wadowic na obiad i przejażdżkę rowerem. Obowiązkowo zwiedziliśmy Bazylikę Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, w której Karol Wojtyła, przyszły papież Jan Paweł II, przyjął chrzest, pierwszą komunię i bierzmowanie, co czyni tę świątynię szczególnie ważnym miejscem dla katolików i pielgrzymów z całego świata. Na deser zafundowaliśmy sobie klasyczne wadowickie kremówki i pojechaliśmy do parku miejskiego, a potem na tężnię, żeby się zrelaksować. Wadowice odwiedzaliśmy kilkukrotnie podczas naszego pobytu w Beskidach. Obowiązkowo zwiedziliśmy Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II, gdzie zobaczyliśmy autentyczne pamiątki z życia Karola Wojtyły, takie jak zdjęcia, dokumenty, osobiste przedmioty i relikwie, a także liczne eksponaty związane z jego młodością, edukacją i późniejszą działalnością duszpasterską. Muzeum podzielone jest na kilkanaście tematycznych sal, które prowadzą przez kolejne etapy życia papieża, a dzięki wystawom multimedialnym, filmom, dźwiękom i projekcjom mogliśmy zagłębić się w historię naszego świętego.

Dwór w Stryszowie – Oddział Zamku Królewskiego na Wawelu i Beskidzkie Centrum Zabawki Drewnianej

Deszcz nie jest sprzymierzeńcem w górskich wyprawach, więc musieliśmy poszukać atrakcji pod dachem. Jako pierwszy odwiedziliśmy stryszowski dwór, położony nieopodal Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej. Dwór należy do grupy najciekawszych zabytków dawnego budownictwa rezydencjonalnego w tym rejonie. Wystawa stała mieszcząca się w muzeum przedstawia typowe wnętrza wiejskiej rezydencji ziemiańskiej z XIX stulecia. Wszystkie prezentowane na niej eksponaty pochodzą ze zbiorów Zamku Królewskiego na Wawelu. Wnętrza zostały zaaranżowane tak, aby oddać atmosferę średnio zamożnego dworu. Ekspozycja obejmuje salon, gabinet, jadalnię i sypialnię. W XIX-wiecznej Polsce pomieszczenia te były uważane za najbardziej okazałe, a ich wyposażenie i meble niejednokrotnie sprowadzano z zagranicy, m.in. z Wiednia i Paryża. Wystawa czasowa natomiast obejmowała obrazy Grupy Plastycznej Nadskawie. Kolejnym punktem deszczowego dnia było Beskidzkie Centrum Zabawki Drewnianej w Stryszawie. Gmina Stryszawa słynie z wytwarzania drewnianych zabawek ludowych, należąc do najstarszego żywiecko-suskiego ośrodka zabawkarskiego. Zabawki zaczęto wytwarzać tutaj w drugiej połowie XIX w. Tradycja ta przechodząc z pokolenia na pokolenie przetrwała do dnia dzisiejszego. Zostaliśmy oprowadzeni po muzeum przez przewodnika, który opowiedział nam historię żywieckiego zabawkarstwa oraz rodzin, które tworzą zabawki od pokoleń. Zajrzeliśmy także do Domu Zabawkarza oraz obejrzeliśmy wystawę dzieł Stanisława Sikory. Maks miał również możliwość pomalowania drewnianego konika na biegunach. To był wyjątkowy dzień!

Hala Krupowa

Kolejny pochmurny dzień to nie powód do nicnierobienia, wręcz przeciwnie. Zdecydowaliśmy się na pieszą wędrówkę, tym razem na Halę Krupową, czyli dawną halę pasterską, ulokowaną na wschodnich stokach Okrąglicy. Wystartowaliśmy z Sidziny, a naszym celem było schronisko położone na wysokości 1152 m, które nie znajduje się na Hali Krupowej, a na polanie Sidzińskie Pasionki. Na budynku znajdują dwie tablice pamiątkowe. Pierwsza poświęcona jest partyzantom Armii Krajowej „Huta-Podgórze”, którzy działali w okolicy. Druga została poświęcona papieżowi, który jeszcze jako kardynał, był tu na swojej ostatniej górskiej wycieczce, nim udał się do Rzymu. Widok z tarasu mimo pochmurnej aury był cudny. W schronisku napiliśmy się gorącej czekolady i ruszyliśmy w drogę powrotną. Jak się chwilę później okazało wcale nie byliśmy na Hali Krupowej, tylko na Kucałowej Przełęczy. Jednak obawa przed deszczem odwiodła nas od pomysłu wędrowania i szukania tego miejsca. Niemniej jednak wycieczkę zapamiętamy bardzo miło.

Beskidzkie miejsca

Ten akapit jest poświęcony kilku miejscom, które odwiedziliśmy będąc na wakacjach, a były to: wieża widokowa w Beskidzkim Raju – najwyżej położonym hotelu w Beskidzie Żywieckim, Wodospad Roztoki w Stryszawie, Sucha Beskidzka z Karczmą Rzym i Zamkiem oraz trasy rowerowe w okolicy Wadowic. Piękne widoczki na pamiątkę.

Jaszczurowa

Można pomyśleć, że to wieś na końcu świata, jednak jej położenie niedaleko Wadowic, stanowi doskonalą bazę wypadową w Beskidy. Tu spędziliśmy całe nasze wakacje. Apartament, w którym zamieszkaliśmy oferował saunę oraz codzienną niespodziankę śniadaniową. Stąd codziennie wyruszaliśmy, by zwiedzać, odkrywać piękno Beskidów i relaksować się. Cisza, spokój, brak turystów, piękne położenie i szum potoku Jaszczurówka to przepis na udany wypoczynek.

Jezioro Mucharskie

Jaszczurowa jest położona w bliskim sąsiedztwie Jeziora Mucharskiego, które otoczone zielonymi wzgórzami i lasami, jest idealnym miejscem do relaksu i aktywnego wypoczynku. W upalny dzień skorzystaliśmy z możliwości plażowania i kąpieli. Innego dnia wybraliśmy się na wycieczkę rowerową, przejeżdżając przez zaporę w Świnnej Porębie, która jest imponującą konstrukcją i odgrywa kluczową rolę w regulacji wód rzeki Skawy. Zapora ma długość 604 metrów i wysokość 54 metrów, co czyni ją jedną z największych tego typu budowli w Polsce. To miejsce nie tylko zapiera dech w piersiach swoją inżynieryjną perfekcją, ale także oferuje niesamowite widoki.

Czupel

Wędrówka na Czupel (933 m n.p.m.) z Przełęczy Przegibek to jedna z najłatwiejszych i najprzyjemniejszych tras w Beskidzie Małym – idealna na zdobycie kolejnego szczytu do Korony Gór Polski i zwieńczenie wakacji w górach. Zdecydowaliśmy się na wejście w dniu wyjazdu, zanim odbierzemy Szymona z obozu w Szczyrku. Zrobiliśmy szybkie podejście do schroniska na Magurce Wilkowickiej i równie szybko sama ruszyłam na Czupel. Chłopaki zostali w schronisku i czekali na mnie. Zależało nam na czasie, więc moja wędrówka to był raczej marszobieg. Szczyt znajduje się w lesie, więc widoków z samego wierzchołka nie było, ale sam spacer dobrze mi zrobił. Pieczątka wbita, zdjęcie zrobione i można ruszać do Szczyrku po Szymona, z którym nie widzieliśmy się przez tydzień. Nasze wakacje dobiegły końca!